i posklejanymi paluchami.
Gdy przymrużymy oczy, świat wygląda inaczej; trochę się rozmywa, jest mniej dosłowny. Właśnie taka jest ta książka, obraz i tekst nie do końca dające zamknąć się konturem. Brak tego obrysu wydaję mi się najcenniejszy, bo czasami wystarczy przymrużyć oczy, żeby zobaczyć więcej, żeby doświadczyć tego co znamy, inaczej.
Księgaręka spisała się na medal – najpierw dziewczyny pokazały nam, jak z nijakiego talerza oraz kolorowych kamyków, małych kafelków i różych korali stworzyć mozaikę. Wyklajaliśmy zwierzaki. Były więc konie, motyle, żaba, był też krokodyl z zębami. Wyjątek stanowiła praca córki i moja. Wyszła nam zagroda kolorowych zwierzaków bliżej nieokreślonych, ujęta "z lotu ptaka". Po krótkiej przerwie – zadanie dla rodziców.
Na dużych arkuszach papieru mieliśmy namalować czarnym tuszem kota. Proste? Nie bardzo. Szybko jednak okazało się, że poziom artystyczny prac wszystkich rodziców jest taki, jakby ukończyli to samo przedszkole i nigdy później nie mieli kredki czy pędzla w ręce. Dzieciaki miały radochę widząc starania rodzców. Mój typ - kot pewnej mamy, która umiała narysować go tylko w jeden jedyny sposób - „od ogona”.
Na szczeście nie musiał mrużyć oczu, bo ten wspomniany miałby nie lada problem.
fot. A. Gerlach Zadanie dla dzieciaków – łapkami zamalowujemy kota kolorami z książki (rodzice zbledli, a w oczach dzieci pojawiło się coś trudnego do określenia), ale uwaga mamy do dyspozycji tylko barwy podstawowe: żółty,czerwony i niebieski, a kolorów w "Kocurze" jest znacznie więcej. No i mieszaliśmy farby ucząc się, jak się tworzy barwy pochodne. Super! Wszystkie koty dostały tęczowe futerka.
- Mamoooo, a co wyjdzie jak pomieszamy…, a jak pomieszamy zielony fioletowy i czerwony?
- Sinokoperkowy róż
- Mamo nie kłam, nie ma takiego koloru
A może jest, tylko trzeba przymrużyć oczy...


